trawestacja raz kolejny.

2012-02-12 22:41:22

Ocknął się w pół miasta. Nie zwracając uwagi na otoczenie oraz na to, dokąd i którędy zmierza, szedł ciągle do przodu, jak wszyscy. Iść do przodu – tak zawsze kazali, gdy coś nie wyszło, gdy coś się zepsuło, gdy była jakiś tam sukces albo, gdy po prostu nic się nie działo i z nudy dla rozrywki można było nawet umrzeć. Iść do przodu, z głową w górze, jednak z dala od chmur i wzniosłości. Iść, chociaż samo chodzenie było tu mało istotne. Nie patrząc w ogóle pod nogi, a tylko w oczy – maszerować. Szczęśliwie i prosto tam, gdzie każdy zakręt w pewien sposób wprawiał w stan podekscytowania. Nie tak, jak teraz. Perspektywa czasu zniekształca. Listopad jest tylko podejrzliwie piękny tak, jak siódemka jest podejrzliwie szczęśliwa. Nawet, kiedy świeci słońce, a z nieba sypią się złote liście, w zakamarkach czasu czają się niewypowiedziane słowa i niewypomyślane myśli. I sny, z których każdy jest przyjemniejszy od poprzedniego i wprowadza w depresyjny stan myślenia o tym, co było lub o tym, co mogłoby być, gdyby… Sny to wszystko, na co było go stać i wszystko, co miał, chociaż mieć nie chciał. Taki paradoks, że może być lepiej, będąc ciągle coraz gorzej. A paradoks ten jest niezwykle potrzebny człowiekowi, który w jakiś mały sposób, wybijając się trochę ponad zostaje w brutalny sposób sprowadzony do parteru – tam, gdzie jego miejsce. Może tak się stać, gdy ma się pewne nadzieje, co do przedsięwziętego planu, bądź gdy zbyt bardzo uwierzy się w swoje możliwości. I nie możliwości są problemem, a przesadna w nie wiara. Mniej więcej, jak z zasadą, że nie ma złych ludzi, są tylko źle dobrane znajomości.

W jego życiu parter oznaczał bardzo wiele. Było bardzo dużo pięter parteru, jak kręgów w piekle. Było piętro sukcesów życiowych, dość ubogie, jak na człowieka jego pokroju. Piętro niespodziewanych odwrotów losu przypominało w kształcie znak zapytania. Z kolei piętro, odpowiadające za życie uczuciowe było jeszcze bardziej podzielone. Najwyżej miały miejsce sprawy zakończone, choć będące ciągle w pamięci – to był swoisty szczyt całego parteru. Gdzieś w środku usadowiły się przelotne sprawy i nic nie znaczące razy o imionach mniej lub bardziej zapomnianych, lecz ciągle pamiętanych. Najniższa warstwa tej sfery była zarezerwowana dla sytuacji, które się odbyć nie zdążyły i tam panował zawsze wieczny chaos racjonalizacji. Każdy zawsze mógł tam wejść i wpisać się w życiorysie, którego i tak nikt nigdy nie przeczyta. On też.

To dziwne i zaskakujące, jak sprawy minione są interpretowane z perspektywy czasu. Jedne są w ogóle nigdy nie odtwarzane, bo i może są najmniej ważne. Inne zaskakująco długo plątają się w sieci neuronów porażając centralny układ emocji. Z perspektywy czasu wszystko wydaje się być łatwiejsze. Bo i przecież zadania z matematyki z jedną niewiadomą nie są już tak trudne, jak kiedyś. Perspektywa czasu zawsze skłaniała go do przewartościowań. W każdym przypadku dostrzegał tylko dobre strony, złe były porzucane w niepamięć tak daleko, że w konsekwencji były w ogóle likwidowane. Kilka dobrych chwil ważyło na wspaniałych wspomnieniach, na swoistym przeszłym ideale, do którego nie sposób było dążyć w teraźniejszości. Był typem człowieka, który nie pamięta złego, wszystkiemu wierzy i we wszystkim pokłada nadzieję.

skomentuj (2)


Strona główna