chaos.

2011-10-05 22:05:04

Wśród wielu zmierzchów bywają takie, kiedy skronie wypełnia przesadne myślenie o przeszłości. To definicja żalu, takie wspomnienie z wyrzutem wycelowanym prosto w czoło. I kiedy zamyka się oczy, by zobaczyć to, co będzie, widzi się nic. A kiedy otwiera się usta, by powiedzieć to, co było, mówi się nic. Do nikogo. Do biurka, krzesła, lampy i kartki papieru. Białej, gładkiej, czystej. Myśli biegną przez palce, brudząc kolejną stronę. Na szczęście jest kolejna, by przyjąć cierpkie słowa i spróbować wyprostować potargany czasprzeszły. Zapisywał wolne myśli, niczym elektrony na ostatniej orbicie, ciągle te same, ujemnie piękne, których rozkład połowiczny trwał mniej więcej dekadę, a może i dwie. Toksyczne i promieniotwórcze wyrazy wypływały na płaszczyznę kartki bezpowrotnie uśmiercając jej dziewiczość i naiwność istnienia. Na nic zdały się maski – i te przeciwgazowe też, gęby i role bez próby generalnej, bez możliwości powtórek i bez suflerów. Żywy teatr, gdzie emocje wybuchają, jak bomby raniąc, rozrywając, ogłuszając… Gdzie uczucia zakażają, powodując obumarcie empatycznych tkanek. Ekstrakcja człowieka. Od tego się nie umiera, tego się chyba nie leczy. Tego nie można potwierdzić i temu nie można …
Wiedział, że kiedy dotrze do swych granic, kiedy będzie sam ze swoją wojną, zostaniesz aż tylko przenajświętszą apostrofą, do której ciągle się wraca, krzyczy myślami, modli i, która nic nie słyszy.

skomentuj (4)


Strona główna